Czy przypominacie sobie Państwo, ilu było Niemców i Polaków, którzy w 1986 roku, kiedy powstawała federalna struktura Towarzystw Niemiecko-Polskich, naprawdę dobrze się znali? W Polsce panował reżim generała Wojciecha Jaruzelskiego. Opozycję polityczną nierzadko brutalnie tłumiono. Młode pokolenie zmuszone było realizować swoją potrzebę działania, kreatywności i chęci życia w nieoficjalnych, „piwnicznych” imprezach. To była generacja ludzi, którzy czuli się uwięzieni; generacja, w której wiele młodych kobiet właśnie dlatego starało się zdobyć najnowsze magazyny mody z Nowego Jorku i Paryża – chciały nosić fryzury i letnie sukienki takie, jak tam. Zwycięstwo Solidarności w 1986 roku bynajmniej nie było jeszcze pewne.
Nawet ogromna fala solidarności z Niemiec niczego w tej sprawie nie mogła zmienić. Ludzie organizowali tutaj zbiórkę ubrań, lekarstw, artykułów spożywczych. Zgłaszający się na ochotnika pomocnicy, często członkowie Towarzystw Niemiecko-Polskich, dostarczali dary ciężarówkami i całymi konwojami przez pilnie strzeżoną granicę do Polski. To byli ludzie dalekowzroczni – dostrzegli już wówczas to, co z czasem okazało się możliwe! Także bowiem polskie dążenie do wolności w istotny sposób przyczyniło się do tego, że Niemcy, i to już w 1990 roku, ponownie stały się zjednoczonym krajem.
A dzisiaj? Dzisiaj te przywołane wspomnienia brzmią jak opowieści z zamierzchłych czasów. Polska jest członkiem Unii Europejskiej, kraj modernizuje się w przyspieszonym tempie, gospodarka zaliczana jest do regionów o największym w Europie wskaźniku wzrostu. W Warszawie, gdzie jeszcze w 1986 roku, jak pamiętam, był jeden jedyny wysokościowiec, dzieło stalinowskiej architektury, drapacze chmur ze stali i szkła wyrastają niczym grzyby po deszczu. Na granicy między Niemcami i Polską obserwujemy długie kolejki. Po polskiej stronie stoją samochody ciężarowe, które wiozą towary z Polski do Niemiec. Jedna czwarta polskiego eksportu trafia do naszego kraju. Z kolei po naszej stronie stoją ciężarówki z artykułami, które zostały wyprodukowane, opakowane albo przeładowane w Niemczech. Niemiecki przemysł maszynowy ma pełne portfele zamówień, zatrudnieni w tej branży pracują w nadgodzinach – między innymi dlatego, że polskie przedsiębiorstwa plasują się dzięki wyprodukowanym przez nich urządzeniom na światowym poziomie.
Ale to nie jest wyłącznie kwestia gospodarki; również w nauce, kulturze i sferze społeczno-obywatelskiej Niemcy i Polska zrosły się ze sobą w sposób, o jakim przed 20 laty nikomu nawet się nie śniło. Mamy 300 niemiecko-polskich umów o partnerstwie miast i ponad 150 dalszych o przyjacielskich stosunkach pomiędzy gminami, wspólne parki narodowe i Uniwersytet Viadrina we Frankfurcie nad Odrą, w którym trzecia część studiujących pochodzi z Polski. Jestem dumny, że właśnie tam, przed dwoma tygodniami, dane mi było zainaugurować uroczystym wykładem rok akademicki, i że mogłem przeprowadzić szereg interesujących rozmów zarówno ze studentkami i studentami z Polski, jak również z innych państw Europy Środkowej i Wschodniej. To były spotkania, jakie chyba w żadnym innym miejscu w Republice Federalnej – z tego rodzaju „natężeniem” – nie są możliwe.
Krótko mówiąc: w europejskiej opowieści o pomyślnym jednoczeniu naszego kontynentu, rozwój stosunków między Niemcami i Polakami należy do najpiękniejszych rozdziałów. Uważam, że to bardzo dobry powód, żeby 20. rocznicę powstania Federalnego Związku Towarzystw Niemiecko-Polskich obchodzić dzisiaj uroczyście.
Towarzystwa Niemiecko-Polskie znacznie przyczyniły się do tego, że pojednanie między obu naszymi krajami, między obu naszymi narodami czyniło postępy również w trudnych warunkach – a po upadku komunizmu mogło się bardzo szybko dalej rozwijać. Pojednanie jest możliwe tylko wtedy, gdy ludzie ze sobą rozmawiają. Taki dialog istniał od lat 70. – został zainicjowany przez politykę wschodnią Willego Brandta – dzięki energii i pasji początkowo niezbyt licznej grupy ludzi, reprezentujących społeczeństwa obu stron.
Zaczęły wówczas powstawać pierwsze Towarzystwa Niemiecko-Polskie. Umowy o partnerstwie Bremy i Gdańska z 1976 roku, Göttingen i Torunia z 1978 oraz – dla kogoś, kto wiele lat mieszkał w Dolnej Saksonii, to było ważna inicjatywa – Hanoweru i Poznania z roku 1979, uchodziły wtedy za rozwiązania pionierskie. Od dialogu obywateli wiele zależy także i dzisiaj. Jest on ważnym, zasadniczym składnikiem relacji niemiecko-polskich, co uwidacznia się zwłaszcza w trudnych momentach, jak na przykład w tym roku. Nawet w okresach, kiedy oficjalne rozmowy natrafiają na trudności, relacje międzyludzkie tworzą więź, której nikt nie zdoła rozerwać. Na tym właśnie, Szanowni Państwo, polega szczególna zasługa Waszej pracy w Towarzystwach Niemiecko-Polskich. Jestem tu, żeby Państwu za to zaangażowanie bardzo serdecznie podziękować.
Wszyscy wiemy, że stosunki niemiecko-polskie wkroczyły w tym roku – jak już wspomniałem – w trudną fazę. Pojawiały się budzące irytację wypowiedzi i działania polskiego rządu. Z uwagą odnotowałem też słowa byłego prezydenta Polski, Aleksandra Kwaśniewskiego – człowieka, który stale opowiadał się i opowiada za ścisłą współpracą polsko-niemiecką – opublikowane na łamach „Der Tagesspiegla”: „Niemcy nie traktują nas jeszcze całkiem serio”. Chcę więc tutaj, w imieniu własnym i całego rządu Republiki Federalnej, wyraźnie powiedzieć: to przeświadczenie jest błędne.
Przeciwnie, życzylibyśmy sobie, żeby Polacy swoją strategiczną pozycję w Europie, której ani przez chwilę nie lekceważę, aktywnie zaakceptowali i spożytkowali w dyskusji o przyszłości Europy. Polska nie jest jakimś tam, jednym z 25 krajów Unii Europejskiej. Pod względem geograficznym i politycznym to najważniejszy kraj pośród środkowo- i wschodnioeuropejskich państw członkowskich. Potrzebujemy silnego, polskiego głosu w Europie. Dla Polski integracja z UE i zrozumienie swojej roli jako konstruktywnego partnera jest kwestią strategii na przyszłość – w dobrze pojętym własnym interesie. A ten jest akurat zbieżny z interesem wszystkich Europejczyków. Gdy dwa tygodnie temu przemawiałem na Uniwersytecie Viadrina, mówiąc o tej zależności, posłużyłem się formułą, którą chciałbym tutaj powtórzyć: Polska potrzebuje Europy – a Europa potrzebuje Polski.
Ta formuła obowiązuje nie tylko w przypadku ważnego problemu, w jaki sposób uratować przynajmniej polityczną treść konstytucji UE. Konstytucja uczyniłaby Unię Europejską bardziej demokratyczną, zrozumiałą i skuteczniejszą. Wyraźniej rozgraniczyłaby kompetencje, i to z korzyścią dla parlamentów narodowych, do czego Polska przywiązuje wielką wagę. Cóż, w gruncie rzeczy jest to dość osobliwa debata: spieramy się o konstytucję, która wyeliminowałaby szereg niedostatków, jakie widzą obecnie i o jakich mówią sceptycznie nastawieni wobec integracji europejskiej. Jeśli Polska w tej sprawie się zmobilizuje i podejmie aktywną współpracę nad przyszłością konstytucji, zostanie to odczytane w całej Europie – jestem tego pewien – jako sygnał, że polski rząd zamierza być nie tylko członkiem UE, ale i uczestniczyć z całym zaangażowaniem w instytucjach Unii Europejskiej jako ważny i konstruktywny partner.
Jednakże Polska i Niemcy mają szansę wnieść wspólnie do UE dużo więcej – jestem o tym przekonany. Weźmy na przykład stosunki z naszymi wschodnimi sąsiadami, między innymi, choć nie przede wszystkim z Rosją. Apeluję do Polaków: nie stójcie w tej sprawie z boku, lecz włączcie się aktywnie do dyskusji. Bo tylko wspólnie Europa zdoła utrzymać ważnego sąsiada, jakim jest Rosja, na europejskiej drodze. To jest interes Europy i wyraz rozsądku w polityce zagranicznej: bodaj żadnego z aktualnych konfliktów – od Iranu po Bliski Wschód, od Korei Północnej po Kosowo – nie uda się rozwiązać bez konstruktywnego udziału w nim Rosji. Taka rola Rosji leży zarówno w niemieckim, jak i w polskim interesie.
I podam Państwu kolejne przykłady, które wyraźnie pokazują, dlaczego warto mówić nie tylko o tym, co dzieli, lecz przede wszystkim o tym, co łączy. Bliskie stosunki z Ukrainą leżą zarówno w interesie Polaków, jak również Niemców. Dlaczego zatem nie wzmacniamy wspólnie demokratycznych sił na Ukrainie – od polityki przez gospodarkę i naukę po kulturę? Mogę wymienić jeszcze szereg innych obszarów i dziedzin. Dlaczego nie pracujemy wspólnie nad tym, by stworzyć trwały, obliczony na przyszłość system w zakresie subwencji rolnych UE? Dlaczego nie siadamy obok siebie i nie wypracowujemy perspektyw w kwestii ujednolicenia stóp podatkowych i standardów ekologicznych w Europie?
Byłbym bardzo rad, gdyby nasi polscy sąsiedzi zechcieli energicznie i konstruktywnie pracować nad przyszłością naszego kontynentu, gdyby wraz z innymi ciągnęli europejski wóz! Ostatnie miejsce w tym zaprzęgu nie może być miejscem Polski! W uroczystym wystąpieniu, jak sądzę, również należy mówić jasno i wyraźnie: Zacieśnianie stosunków między Niemcami i Polską dokonywało się w minionych 20 latach w błyskawicznym tempie – co do tego zgoda. Ale odnoszę także wrażenie, że ostatnio w relacjach niemiecko-polskich sporo jednak straciliśmy z rozmachu pierwszych lat po roku 1990.
Dlatego uważam za rzecz pilną, byśmy – także na tych pozornie mało ważnych polach naszych kontaktów, w których Towarzystwa Niemiecko-Polskie wykonują swoją znakomitą robotę – podjęli nowe inicjatywy i umówili się, że kolejny raz znowu mocno przyspieszamy. Przed dwoma tygodniami w przemówieniu na Uniwersytecie Viadrina pytałem, dlaczego nie korzystamy z kolejnego obszaru niemiecko-francuskich doświadczeń – powstał jedyny podręcznik historii, który w ramach obowiązującego w Niemczech federalizmu, został zaaprobowany we wszystkich 16 krajach związkowych – i nie spróbujemy opracować w jakimś nieodległym terminie wspólnego, niemiecko-polskiego podręcznika do historii. Mógłby nam pomóc wzajemnie lepiej się rozumieć. Niektórzy tymczasem zdążyli mnie już przestrzec, że jeszcze nie nadszedł na to czas.
Chciałbym Państwu pokrótce wyjaśnić, dlaczego jestem orędownikiem tego przedsięwzięcia. Otóż dzięki niemu, my, Niemcy, mielibyśmy szansę udowodnić, że jesteśmy otwarci na polskie sposoby widzenia historii. Jestem pewien, że wielu Niemców uznałoby fakt lepszego rozeznania w tym zakresie i lepszej wiedzy na temat polskiego punktu widzenia na naszą, rzeczywiście, czasem niełatwą, wspólną historię, za okoliczność wzbogacającą. Projekt ten może potrzebować wielu sojuszników, i to w znacznej mierze także z Państwa szeregów. Końcowy wynik jest na pewno ważny, ale co najmniej równie ważny jest wspólny proces uczenia się, jaki przez cały ten czas by nam towarzyszył!
Mając na względzie porozumienie między obu naszymi narodami, musimy, myśląc w kategoriach strategicznych, postawić na młodzież i następne pokolenie. Dlatego powinniśmy zwiększyć nasze poparcie dla Polsko-Niemieckiej Współpracy Młodzieży. Od założenia tej organizacji w roku 1993 uczestniczyło w jej programach prawie półtora miliona młodych ludzi z obu krajów. Jaki ma to wpływ na porozumienie między obu narodami, doskonale wszyscy wiemy. Bardzo bym chciał, aby zarówno Niemcy, jak i Polacy nie ustawali we wspieraniu pracy Jugendwerku i, w miarę możliwości, starali się ją jeszcze poszerzać. Istnieje też cały szereg innych pól tematycznych, pozwalających zabiegać o lepszą jakość wymiany pomiędzy obu państwami. Niektóre kraje związkowe zamierzają tymczasem redukować posady dla nauczycieli zajmujących się wymianą, ponieważ dotychczas nie przyjechała do Niemiec wystarczająca ilość nauczycieli z Polski. Nie wolno nam takiemu rozwojowi zdarzeń przyglądać się bezczynnie. I jeszcze jedna sprawa, o której chciałbym powiedzieć: nadal nie mamy polsko-niemieckiego liceum w Berlinie. Właściwie dlaczego? Powinniśmy nad tym pracować.
W trakcie moich podróży jako minister spraw zagranicznych wciąż mam okazję doświadczać, z jak dużą sympatią, szacunkiem i podziwem spogląda się na Europę w innych częściach świata. Jednoczenie się naszego kontynentu i przezwyciężanie nienawiści między narodami uważa się powszechnie za modelowe. W Ameryce Łacińskiej, nad Zatoką Perską albo w Azji Środkowej – wszędzie traktuje się Europę niemal jak polityczną jedność. O wiele bardziej, niż to sobie uświadamiamy w naszych ciągle jeszcze narodowo zorganizowanych społeczeństwach. Co moim zdaniem oznacza, że my, Europejczycy, nadal jesteśmy „w drodze”, gdy idzie o rozszerzanie naszych narodowych tożsamości o tożsamość europejską. Trzeba sporo czasu, żeby przezwyciężyć lęki i traumy wojen toczonych przez narodowe państwa w Europie. To może się udać wyłącznie dzięki dialogowi, porozumieniu i wzajemnemu zaakceptowaniu odmiennych perspektyw.
Pamiętając o tym, wyrażamy dzisiaj uznanie dla pracy i dokonań Towarzystw Niemiecko-Polskich. To one w znacznej mierze organizują ten cenny dialog obywateli, jaki toczy się pomiędzy obu krajami – dwoma dużymi i ważnymi państwami członkowskimi UE. Ten dialog jest istotnym komponentem wielkiego dialogu obywateli Europy, którzy postanowili, że wspólnie wezmą swoje losy w swoje ręce. Państwa praca stanowi ważny wkład w to nasze przedsięwzięcie, które opatrzyliśmy mottem: Europa uda się wspólnie.
Mam nadzieję, że nadal będziemy szli tą drogą razem!
Z niemieckiego przełożyli Anna i Antoni Klubowie
Frank-Walter Steinmeier - minister spraw zagranicznych Republiki Federalnej Niemiec.